Taka trochę świąteczna opowieść
Lunka ma około 5 lat, i tyle lat była bezdomną suczką. Dopóki w okolicy, w której przybywała działał zakład pracy, to tam miała swoje miejsce, jednak nie była „przypisana” do żadnego człowieka.
Jak tylko zakład się zamknął, Lunka błąkała się po wiosce, ktoś ją dokarmiał, ktoś wpuścił do stodoły na noc, ale nikt, nikt nie zabrał do domu.
Lunka została do nas zgłoszona, z wielkim guzem, więc postanowiłyśmy jej pomóc.
Opiekunka naszych byłych podopiecznych postanowiła wyruszyć i dowieźć Lunkę na awaryjny tymczas za co bardzo dziękujemy cioci Bożence, która zaopiekowała się Lunką z ogromną czułością
Z kilkoma informacjami, które miały naprowadzić na Lunkę, pojechała jej szukać.
Wieczorem, zimowa porą, zajęło jej to sporo czasu, ale znalazła ją po ponad godzinie i zapakowała do samochodu...
Po drodze Lunka zwymiotowała porem - jadła cokolwiek...
I tak zaczęła się jej historia na nowo.
Jej nowe życie.
Okazało się, że to przecudowna sunia, która jest praktycznie ideałem.
Trochę ostrzegawczo powarkuje na inne psy, ale to nic groźnego, w końcu całe życie musiała walczyć o swoje.
Nie rozumiemy jak ludzie mogli tego proludzkiego psiaka omijać- ona jest naprawdę cudowna!!!
I od wczoraj ma swój dom stały!
Swojego brata!
Swoich ludzi!
Swoje posłanie, miski i karmę!
Na święta dostała dom!!!
To najlepszy prezent dla psa - największego przyjaciela człowieka


Dziękujemy wszystkim zaangażowanym za pomoc dla tej cudnej rudzinki
