7.12.23
To jest Charlie, ma prawie 5 lat i wczoraj jego zdjecia obiegły prawie całego Facebooka, co dało upust wyobraźni i spekulacji wielu ludziom.
I napiszemy tak:
Nie dziwimy się, bo pies jest w stanie tragicznym!
My same, znając wiele ciężkich przypadków jesteśmy złe na to, że można doprowadzić psa do takiego stanu.
Jednak czy znamy jego historię, aby wylewać pomyje ot tak?
My zadbałyśmy o to, aby wysłuchać historii Charliego i dowiedzieć się co takiego się wydarzyło.
Prawda jest niesamowicie przykra, smutna i dająca do myślenia.
I wiemy, że wielu już zobaczyło, że pies jest u byłej właścielki, która "śmiała" go wyadoptować dalej. Wiemy, że wielu zdążyło ją zlinczować. Szkoda tylko, że nikt na spokojnie nie zapytał co się stało...
Wiemy też, że nikt z Was nasi drodzy nie chciałby być w jej skórze, a już na pewno wielu nie dałoby sobie rady w takiej sytaucji.
I prawda jest taka, że wyadoptować psa w dzisiejszych czasach trzeba umieć lub mieć cholerne szczęście!
Niestety w przypadku Charliego i jego właścicielki to szczęście mało się udzielało... ale z pewnością nauczyło ją bardzo dużo o ludziach i ich pięknych obietnicach.
Uwierzcie lub nie, ale ona nie zapomni tego do końca życia.
To bolesna lekcja.
Dlatego tak często apelujemy, aby nie korzystać z potrali ogłoszeniowych, a jeśli już, to trzymać się procedury adopcyjnej i nie ma zmiłuj! Chociaż słyszymy, że jesteśmy głupie i wymagamy za dużo, bo adoptować można wszędzie bez jakiś ceregieli, a my wymyślamy procedury i szukamy naszym podopiecznym nie wiadomo czego! To prawda szukamy najlepszych domów i to się nigdy nie zmieni!
I mamy nadzieję, że ludzie w końcu będą rozumieć, że w życiu może nam się nie układać tak, jak chcemy. Nieszczęście może spaść na każdego, a nasi bliscy dzisiaj są przy nas, a jutro może być różnie, ale jeśli przyjdzie taki czas, w którym trzeba podjąć decyzję o adopcji swojego przyjaciela, to podejmiecie odpwiednie kroki, by ten dom dobrze sprawdzić.
I uwierzcie nam, że domy, które nie mają nic do ukrycia, ktore rozumieją, że zwierzę to część rodziny, nie będą mieli żadnych problemów z tym, że chcecie mieć pewność.
Wracając do Charliego, jest u swojej pierwszej właścicielki, został wykąpany, był u weterynarza, dostal poporcjowany pokarm. Nie jest wiadome jak znalazł się w okolicy swojego byłego domu, wet twierdzi, że na pewno nie był w stanie przejść takiej trasy... swoją drogą ludzie, którzy go adoptowali - mamy nadzieję, że to przeczytacie i napiszemy tylko tyle - wstydźcie się! Na Was słów i energii brak!
Od rana miałyśmy rozmowy z opiekunką Charliego i przedstawioną sytuację. Różne opcje były brane pod uwagę, ale najlepszą dla psa w tym momencie będzie przejście pod naszą pełną opiekę. Jest to spowodowane sytuacją życiową i problemami, których nie da się przeskoczyć, ale nie będziemy pisać szczegółów, bo absolutnie rozumiemy wszystko.
Charile jutro rano wyrusza do naszego domu tymczasowego, a po drodze zajezdza do weterynarza na dokładną diagnostykę. Po diagnostyce będziemy wiedzieć na co mamy się szykować i co Charlie będzie potrzebował. Póki co w domu tymczasowym jest coś na początek, więc w tej chwili czekamy na najwazniejsze - czyli badania. O wszystkim będziemy informować, bo to ważne, aby do sorej ilości osób dotarła informacja o tym, że pomagać i reagować trzeba zawsze! Nie możemy przechodzić obojętnie, zwłaszcza w okresie zimowym!
Dziękujemy Stowarzyszenie NIE NASZE KOTY -Wolontariusze Kołobrzeg za reakcję i potwierdzenie informacji o Charlim i jego sytuacji. Wolontariuszki znają trudną sytaucję rodziny i znają Charliego sprzed adopcji - tego psa, który miał 20 kilo więcej i był szczęśliwym Labradorem... my postaramy się, aby wrócił do kondycji z tamtego roku.
Trzymajcie kciuki za chłopaka! Teraz będą mu potrzebne!
Charli! Witaj na pokładzie chłopaku!
